W chwili gdy porzucili nas na pastwę losu, pies nie był na uwięzi i biegał swobodnie. Nie spostrzegli go, a nawet nie myśleli o nim. Ale Balto nie zapomniał o nas. Zachował się tak, jakby rozumiał, że stało się coś anormalnego; kiedy siedzieliśmy uwięzieni na towarowych saniach, ani razu nie zbliżył się do nas, ale kiedy traktor oddalił się, pojawił się natychmiast. Wyłonił się niczym widmo ze śnieżnego tumanu i poprowadził nas w kierunku lodowca Kangalak. Tak nam się przynajmniej wydawało. Jackstraw oświadczył, że pies szedł po niewidocznych w owej chwili, bo skrytych pod pokrywą świeżego śniegu, śladach gąsienic. Zagero nie był tym uspokojony. Słyszałem, jak wielokrotnie powtarzał: Mam nadzieję, że on wie, dokąd nas prowadzi. Naturalnie, Balto wiedział. Kilka razy, między północą a trzecią nad ranem trudno byłoby mi stwierdzić kiedy dokładnie pies zatrzymywał się nagle, podnosił pysk i wydawał przeciągły, typowy dla wilka skowyt… czekał na odpowiedź. Czy słyszał cokolwiek? Do naszych uszu nie doszedł żaden dźwięk. Balto zdawał się jednak zadowolony, zmieniał lekko kierunek i ponownie zanurzał się w zamieć.

(Reklama: )
